niedziela, 30 grudnia 2012

2. The worst day ever .

     Ten dzień zapowiadał się paskudnie. Poranek rozpoczęłam z kotem leżącym na mojej głowie i twarzą wyglądającą jakby przemaszerowało po mnie stado słoni. Kilkakrotnie. W sumie to nie było nic nadzwyczajnego, ale coś wisiało w powietrzu. Coś co sprawiało, że ten dzień można było ocenić według tych zasad:
1. Zły: Chłopak z tobą zrywa, wymyślając jakieś niestworzone historyjki - usprawiedliwia się każdym możliwym zdarzeniem.
2. Beznadziejny: Chłopak z tobą zrywa, wymyślając jakieś niestworzone historyjki - usprawiedliwia się każdym możliwym zdarzeniem. Aż nareszcie przyznaje, że cie zdradzał i tą osobą jest twój największy wróg.
3. Najgorszy dzień wśród najgorszych: Chłopak z tobą zrywa, wymyślając jakieś niestworzone historyjki - usprawiedliwia się każdym możliwym zdarzeniem. Aż nareszcie przyznaje, że cie zdradzał i tą osobą jest twój największy wróg. Spotykasz się ze swoim przyjacielem, jednak pewna osoba rujnuje ci humor na najbliższy rok, trafiając w najbardziej bolesny punkt.
        Może zaczynając od początku. Przed południem spotkałam się z Joshem. Sama chciałam mu powiedzieć, że z nami koniec i ma być szczęśliwy z Cassidy. Już dawno pogodziłam się z tą myślą, więc to stało się dla mnie tylko formalnością. Z uśmiechem na twarz przywitałam go w drzwiach i zaprosiłam do środka. Chłopak usiadł i zaczął nerwowo poprawiać grzywkę.
- Chyba muszę ci coś powiedzieć. - spojrzał na mnie, przewróciłam oczami i zaczęłam słuchać jego opowieści. - Powinniśmy to zakończyć. - Och, oczywiście. Zaraz! To ja miałam zerwać z tobą, a nie ty ze mną!? Dzień osiągnął status 'zły' Powstrzymałam się od zbędnych komentarzy i zdecydowałam się udawać zranioną Cat.
- Ale myślałam, ze ty... że mnie kochasz? - spytałam.
- To nie ma sensu, nie jesteśmy szczęśliwi. Tak będzie lepiej. - chciał już wyjść, ale moja gra dopiero się rozkręca.
- Ale byliśmy! Co się zmieniło?
- Wszystko, po prostu mamy inne cele... - To on ma jakieś cele? Chyba patrzenie się w dekolt Cassidy. - Nie pasujesz do mnie, ani ja do ciebie.
- Kilka miesięcy temu uważałeś inaczej - wyszeptałam niemal przez zaciśnięte zęby. Jego reakcja była zgodna z moimi oczekiwaniami. Chyba pójdę do szkoły aktorskiej.
- To było kiedyś. Nie jesteś taka jak przedtem.
- Jaka? - robi się ciekawie.
- Już nie jesteś taka beztroska, zaczęłaś się robić taka poważna - Oh, dobry argument. Nie mam już 15 lat! - i zaczęłaś spotykać się z tym Niallem?
- O co ci teraz chodzi?
- Zaczęłaś interesować się bardziej nim niż mną! - Ok, racja. Ale wolę spędzać czas z nim, niż słuchać historii o Cassidy.
- Nie możesz tego powiedzieć?! - koniec gierek, czas na tryb złej Cat.
-  Czego? - spytał. Wystarczyło podnieść ton a już Josh tak nie cwaniaczył.
- Tego że masz na mnie wyjebane od dawna i liżesz się z Cassidy!
- Ja... Myślałem, że nie wiesz! - No, mógłby chociaż próbować zaprzeczyć, ale nie to nie.
- Dobra idź już! - wskazałam mu drzwi. Coś tam chciał powiedzieć, ale ani razu nie pozwoliłam mu dojść do słowa. Dzień awansował na status 'beznadziejny' .
        Niby nie przejmowałam się ani trochę tym zerwaniem, bo nasz związek skończył się juz jakiś czas temu, ale pozostało takie dziwne uczucie. Byłam umówiona z Niallem w MSC. Niby takie oklepane miejsce, ale nasze ulubione. Od razu zauważyłam Horana siedzącego przy stoliku z dziewczyną? Myślałam, że mówiąc 'przyjdę z kimś' przyprowadzi Louis'ego albo Zayna, no ale... Chcąc nie chcąc usiadłam obok Nialla.
- Heeej. - dziewczyna siedząca naprzeciwko mnie spojrzała na mnie z dziwnym wyrzutem po czym uśmiechnęła się do blondyna.
- Cat, to moja znajoma Sarah, Sarah to jest... - Sarah zrobiła wzdrygnęła sie na słowo znajoma. Przerwałam blondynowi.
- Cat, miło mi. - oh, szkoła aktorska Catherine Charms. Nie było mi miło ani trochę. Ta dziewczyna chyba czuje we mnie konkurencję? Ogólnie to ja mam jakieś dziwne odczucia do blondynek, pewnie przez Cassidy.
- Mnie też. - odpowiedziała i machnęła włosami. Mówiłam już, że są ludzie których lubi się od pierwszego wejrzenia? Są też tacy, których się nienawidzi. Pogadaliśmy trochę o uczelniach, o muzyce. Żadnego ciekawego tematu. Niall na chwilę odszedł od stolika, a Sarah zaczęła nowy temat.
- Ostatnio oglądałam fajny dokument. - powiedziała.
- O czym? - spytałam naciągając na ręce rękawy jeans'owej koszuli, tak, żeby blondynka nie zobaczyła, tego czego nie powinna. Nie wstydziłam się tych blizn, tylko wolę uniknąć jej komentarzy.
- O ludziach, którzy kiedyś mieli jakieś problemy w życiu i robili sobie rany na rękach, albo brali narkotyki... - powiedziała popijając shake'a. A udław się nim.
- Huh. - westchnęłam. No, no. Cat, kreatywna odpowiedź.
- Dla mnie to głupie. Jak można sobie coś takiego zrobić? Można mieć problemy, ale ludzie, którzy sami siebie okaleczają powinni być u psychologów. Po prostu idiotyzm. - Nic nie mówię, robię minę 'pierdol, pierdol - ja posłucham' i modlę się, żeby przyszedł Niall, bo inaczej...
- Ech, za pół godziny mamy jakiś niezaplanowany wywiad dla The Hits Radio. - powiedział. Sarah dzisiaj szczęście.
- Wiecie, powinnam już iść... - powiedziałam i chwyciłam torbę podnosząc się z miejsca.
- Odwiozę cię. - zaproponował Niall.
- Nie musisz.
- Nie kłóć się ze mną, pada deszcz, nie będziesz tak sama szła. - zgodziłam się, ubrałam kurtkę i chwilę potem byłam już w samochodzie. Niall spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Przez kilkadziesiat sekund siedział i się na mnie patrzał.
- Coś się stało, prawda? - spytał.
- Sarah powiedziała, że ludzie, którzy się tną to idioci i nie rozumie jak można coś takiego zrobić.
- Ona chyba nie powiedziała tego specjalnie?
- Nie, wcale. Przecież patrzała się na moje ręce, także...
- Nawet jeśli, to trochę przegięła. - odpowiedział mi i nareszcie odjechaliśmy z miejsca.
- Moim zdaniem zrobiła to specjalnie. jakoś cały dzień nie była dla mnie miła. - westchnęłam.
- Nie wiedziałem, ze ona taka jest...
- Widocznie jej nie znasz.
- Jak chcesz mogę z nią pogadać? - spytał. Oh, nie. Nie musisz mnie bronić.
- Nie, nic nie mów. W ogóle skończmy już ten temat. Nie rozmawiajmy już o tym.
- Ale jeden warunek... - wolną ręką, chwycił mnie za nadgarstek - Obiecaj, że już nigdy tego nie zrobisz.
- Obiecuję.
____________________________________________
Taki tam kolejny rozdział :3
Myślałam, że wyjdzie troche lepszy, ale nie jest tak źle.

Proszę was, nie reklamujcie się w komentarzach -.-

+Wielu osobom spodobał się wątek z Larrym, dlatego zapraszam na mojego bloga o Stylinsonie: http://say-if-you-love-me.blogspot.com/ :D

Love youuu xxx.

piątek, 16 listopada 2012

1. Let's be friends .

       Pociągając nosem zwlekłam się z łóżka i ubrałam pierwsze lepsze dresy znalezione w szafie. Ogarnęłam się trochę, żeby nie wyglądać jak żywcem wyciągnięta postać z horroru i powoli szłam w stronę drzwi wejściowych, pod którymi od kilku minut ktoś stał i natarczywie walił w dzwonek.
- No idę, no! - otworzyłam drzwi. Widok był conajmniej piorunujący. Z jednej strony perfekcyjny jak zwykle Niall Horan, a z drugiej nieogarnięta ja w za dużej bluzie i bez makijażu. - Uhmm, Hej...
- Wpuścisz mnie czy będziemy tak stać do jutra? - spytał po raz kolejny raz wyszczerzając te swoje idealne, białe zęby. Czułam się dziwnie. Bardzo, bardzo dziwnie. - Powiedziałaś, że się źle czujesz, dlatego wujek Niall przychodzi z pomocą... i ciastkami. - powiedział podając mi pudełko z czekoladowymi ciasteczkami.
- No, a z czym innym może przyjść Niall Horan? - westchnęłam i zaprowadziłam Nialla do kuchni. - Napijesz się czegoś?
- Jasne, ale ty chyba powinnaś odpoczywać? Idź się połóź, czy coś, a ja sobie poradzę.
- Ty chyba żartujesz, że zostawię cię samego w mojej kuchni?! - parsknęłam i wstawiłam wodę na herbatę. - To wszystko jest dziwne,
- Co masz na myśli?
- No to. Jednego dnia się spotykamy, a drugiego SuperNiall przychodzi do mnie jakby znał mnie od kilku lat.
- Nie cieszysz się?
- Nie no, cieszę. Będę miała z kim gadać i nie wyjdę na kretynkę przy konwersacji z kotem. - odpowiedziałam.
- A co do tego... Może nazwijmy to rekompensatą za przemoczone buty?
- Jeśli tak uważasz. - Weszliśmy do mojego pokoju. Horan nawet nie miał zamiaru siadać. Stał na przeciwko wielkiej szafy i przeglądał moją kolekcję płyt. Zatrzymał wzrok na płycie Believe Justina.
- Skąd to masz? - spytał wskazując palcem na autograf.
- Mówiłam ci, że znam sławniejszych od ciebie. - odpowiedziałam z tym denerwującym akcentem. Droczenie się z Niallem będzie chyba moją ulubioną czynnością życiową.
- Jesteś wredna. - prychnął i dalej przeglądał płyty. - No nie!
- Co tym razem?
- To! - krzyknął wymachując mi przed nosem Up All Night. - Jak ja... jak tu wyglądam?
- Tak jak zwykle. Jej! Jakie masz słodkie ząbki! - pisnęłam. Niall odłożył płytę. Nadal nie przestawał węszyć... tak jakby, jakby czegoś szukał. Wziął do ręki zdjęcie. Moje i Josha.
- Kto to jest?
- Josh. -...- Mój chłopak. W zasadzie to... ostatnio nam się nie układa. - No nie! Teraz to zabrzmiało jakby Niall mi się podobał. Zajebiście! - Ale to cię chyba nie interesuje...
- Będzie dobrze. - odpowiedział. Raczej szczere to nie było. Podwinęłam rękawy. Widziałam jak się patrzył na moje blizny. Szybko zasłoniłam je poduszką. Widziałam jego wzrok. Pewnie zaraz wypali coś w stylu . "Co to?" , a ja będę musiała się tłumaczyć. Nie chciałam mu tego mówić. Kto by chciał zadawać się z kimś z niezłym bagażem przeszłości?
- Niall, to... znaczy ja... - nie dokończyłam. Nic nie odpowiedział. Tylko mnie przytulił, tak zupełnie bez słowa. Wtulił głowę w moje włosy. Nigdy nie przypuszczałam, że spotkam kogoś, kogoś takiego jak on. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Boże, zasnęłam w ramionach niemal nieznajomego mi chłopaka...
       Obudziłam się w moim pokoju. Kątem oka dostrzegłam jakąś postać siedzącą na moim łóżku. Jedyne co mi się przypomniało to sytuacja z poprzednich godzin.
- Niall? - szepnęłam. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie pogardliwie. - Ugh, Josh!
- Tak, kurwa Niall! - krzyknął wyraźnie poddenerwowany. Albo inaczej, po prostu wkurwiony.
- Boże, o co ci chodzi? Nie można nawet mieć przyjaciół, bo książę Josh jest zazdrosny!
- Przyjaciele? To przyjaciel pisze coś takiego? - wziął do ręki kartkę leżącą na mojej poduszce. - 'Musiałem już iść, ale nie miałem serca, żeby cie budzić. Wyglądasz słodko. Spotkajmy się jeszcze. - Nialler' .
- To ty robisz z tego problem. W przeciwieństwie do ciebie on przyszedł!
- Miałem ważne sprawy! - To mnie bolało najbardziej. "Ważne sprawy" . Odwołane spotkanie - ważne sprawy, przegapiona rocznica - ważne sprawy. Chciałam z nim zerwać. No ale nie! Ja jestem ta dobra Cat, która wybacza wszystko wszystkim...
- Czyżby znów spotkanie ze swoją lalunią?
- Nie mów o niej tak! Nie masz prawa rozumiesz?! - krzyczał.
- Jak tak jej bronisz to... wypierdalaj! Nie chcę cię widzieć! - położyłam się i zalałam łzami. Josh wybiegł z mojego pokoju i trzasnął drzwiami. Płakałam kilka godzin. Już niemal pogodziłam się z myślą, że on woli Cassidy. Okropną lalkę z kilogramem tapety na ryju... Miałam już tego serdecznie dosyć. Jeśli udało mu się znaleźć czas dla mnie, to nawijał cały czas o Cass. Jakby nie mógł mi powiedzieć "Cześć, nie kocham cię" . Dla mnie byłoby prościej.
       Kolejny dzień. Nawet nie miałam ochoty wracać po wykładach do domu. Nie miałam ochoty szwędać się po mieście. Wsiadłam do pierwszej, lepszej taksówki i pojechałam do pracy mojej matki. Potrzebowałam jakieś rozmowy,a na moich 'przyjaciół' liczyć nie mogłam. Rzuciłam się na sofę i chciałam zaczęć rozmowę z Julie, kiedy zjawiła się już mi znana piątka idiotów. No nie...
- Hi, Kitty! - przywitał się Niall skacząc na kanapę obok mnie.
- Jestem Cate, nie Kitty! - parsknęłam. - A ty nie masz lepszych zajęć, niż śledzenie mnie? - Chciał coś odpowiedzieć, ale zaraz koło mnie zjawił się Zayn pokazując mi najnowsze Angry Birds. - Jesteście jak dzieci. - Odpowiedziałam i zaczęłam czytać gazetę. Nawet najmniejszej uwagi nie zwracałam na artykuł, katem oka dostrzegałam coś zupełnie innego. Harry i Louis razem. Oni... oni jednak są parą! Siedzieli kilka metrów ode mnie i jakby nigdy nic całowali się. Może pomyślicie, że jestem jakimś homofobem, ale nie... Dla mnie to nawet było coś wyjątkowego. Zayn przerwał grę i szturchnął w ramię.
- Widzę jak na nich patrzysz. - zaczerwieniłam się - Chyba nie masz nic przeciwko nim? - Malik spytał i ruchem głowy wskazał na parę.
- Nie, nawet tak nie pomyślałam. Ale czemu się ukrywają? Przecież Lou jest podobno z Eleanor?
- Menadżer dba o wizerunek. Wiesz jaka opinię ma gejowski boysband?
- Malik, wszystko słyszę! - oznajmił Louis na chwilę schodząc z kolan Hazzy. - Cat, chyba Larry ci nie przeszkadza?
- Nie. Moim zdaniem jesteście... słodcy. - ... - I na pewno lepsi niż nie jeden związek idealnej pary. - odpowiedziałam i znów udawałam, że czytam gazetę.
- Wczoraj jak wychodziłem, minąłem się z Joshem... Chyba niezbyt się ucieszył na mój widok.  - Niall próbował na siłę porozmawiać o nim.
- Potem mi zrobił aferę. - westchnęłam - Że się spotykam z kimś, że przyjaciele nie piszą sobie takich 'karteczek'...
- Jej, sorry. To przeze mnie! - Horan zaczął przejmować się tym czym nie powinnien.
- Nie obwiniaj się. To jego wina, on ma teraz Cassidy. Lata za nią całe dnie, a na mnie już nie zwraca uwagi. - ... - Nawet nie próbuj mówić 'będzie dobrze', bo nie będzie.
- Będzie, nawet jeśli nie z Joshem to z kimś innym. - Zayn wtrącił się w rozmowę, której przysłuchiwał się przez cały czas. Pokiwałam głową. - Nie trać czasu na coś, co nie ma sensu. Jeśli on nie akceptuje cię takiej jaką jesteś, odejdź. Znajdziesz jeszcze kogoś, dla kogo będziesz idealna. - Ostatnie zdanie huczało mi w głowie przez następną godzinę. Gdzie znajdę? Znając moje szczęście moja druga połówka jest 2376578236 kilometrów ode mnie. Znów przyglądałąm się Louisowi i Harry'emu. Muszę przyznać, że zaczęłam im zazdrościć... Dają sobie szczęście, a mi tego cholerstwa brakowało.
______________________
No, hi ♥ . Alex pojawia się z pierwszym rozdziałem. Musze przyznać, ze jestem zawiedziona ilością komentarzy. Tak więc:
Czytasz - komentuj.
Po prostu zależy mi na opiniach (: .
Nie wiem jak wy, ale mi się to trochę podoba :3

sobota, 10 listopada 2012

Prolog. The first time isn't perfect .

       - Uważaj jak łazisz! - krzyknęłam w stronę chłopaka, który szturchnął mnie tak, że wylądowałam w kałuży.
- Uhh, przepraszam! Nic ci nie jest? - spytał chłopak. - Tak, przy okazji to Niall jestem. - powiedział wyszczerzajac w moją stronę rząd białych zębów.
- Wiem kim jesteś - parsknęłam i usiadłam na przystanku - Ale jeśli wpychanie dziewczyn w kałużę jest twoim sposobem na podryw to jesteś idiotą.
- Miłe powitanie. Jestem przezwyczajony do "OMG! to Niall Horan z One Direction", No, ale idiota to całkiem... przyjemna odmiana. - blondyn piszczał i zabawnie wymachiwał rękami naśladując fankę. - No, a jak ci na imię?
- Cat*.
- Jesteś bardzo słodkim kotkiem. - Niall wystawił ręcę i wydał siebie dziwny dzwięk 'Rawrrrr'.
- Cat to również imię. Nie tylko zwierzęta, kretynie.
- Ale jakie piękne imię. - chłopak westchnął
- Ja uważam inaczej, no ale... nieważne. To mój autobus. - powiedziałam i niemal wbiegłam do autobusu. 'Zarozumiały kretyn' - pomyślałam - 'Ale jaki ładny...' Zajęłam miejsce w autobusie. Usłyszałam za sobą bieg, nie zdążyłam się odwrócić kiedy...
- No, Hello! - Niall krzyknął przeskakując przez moja nogi i zajmując miejsce przy oknie.
- Czy ciebie już całkiem powaliło?!
- Nie masz nic przeciwko jeśli pojadę z tobą?
- Kochanie, nie masz biletu!
- Teraz to kochanie, przed tym byłem idiotą.
- Nadal jesteś, - odwróciłam się w drugą stronę. Po chwili ciszy znów usłyszałam głos Nialla:
- Ale jest dziś deszczowo... - westchnął wgapiając się w szybę.
- Mieszkamy w Londynie, tu zawsze tak jest. Czego się spodziewałeś? - ... - Dobra, ja już wysiadam. Przeszłam dosłownie kilka metrów od autobusu, gdy znów usłyszałam znajomy głos za plecami;
- Cat, dasz mi swój numer? - spytał błagalnie patrząc mi w oczy.
- Najpierw wpychasz mnie w kałużę, zajumjesz miejsce obok mnie, jedziesz bez biletu - westchnęłam - Daj telefon, napiszę ci. - wbiłam swój numer w telefon Irlandczyka i pobiegłam w stronę uczelni.
       'No chyba sobie żartujesz!' pomyślałam na widok sms od mojej mamy. Rozumiem, że stylistka gwaizd ma dużo zajęć, ale mogłaby choć arz po mnie przyjechać, a nie wysyłać wiadomość "Skarbie, nie przyjadę po ciebie. Przyjdź do mnie, do pracy." Westchnęłam i ruszyłam w stronę jej pracowni. Gdy tylko dotarłam na miejsce odruchowo weszłam do garderoby.
-Ups, przepraszam! - krzyknęłam na widok jednego z chłopaków bez koszulki
- Nic się nie stało. - odpowiedział mi - Zayn jestem.
- Catherine. Poznałam dziś już 2/5 One Direction...
- Jak chcesz poznać resztę to są u chyba twojej mamy w biurze, jeśli dobrze pamiętam.
- Jasne. - zaśmiałam się i pobiegłam w stronę biura.
-Jestem, hello! - krzyknęłam, po czym spotkałam się z dziwnym spojrzeniem mojej rodzicielki, a chłopcy wstali, żeby się ze mną przywitać. Niall siedział i zaczął sie głupio uśmiechać.
- Ej, Nialler! Co jest? - spytał Harry. Nie przywitasz się z naszą piękną koleżanką?
- Ugh, my się już chyba znamy. - odpowiedział Irlandczyk. Uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego. Przysłuchiwałam się rozmowie z Julie. Wyglada na to, że tą piątkę będę widywała coraz częsciej. Dziś oficialnie rozpoczynają współpracę ze swoją nową stylistką, a moją matką...
       Dobre kilka godzin później wróciłam do domu. Rzuciłam torbę na podłogę i pobiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Zdałam sobie sprawę, ze tylko ja potrafię nazwać ładnego chłopaka, który starał się mi zaimponować idiotą. No ale przecież ja jestem genialna Cat! Zasnęłam z myślą "Zadzwoni?"
       Obudziłąm się przed 10 z ogromnym bólem głowy, kaszlem i katarem. No to dzisiejsze wykąłdy miałam z głowy... Usłyszałam dzwoniący telefon.
- Halo?
- Wiesz, moze zaczniemy jeszcze raz? Bez idiotów, kałuży? - Niall zadzwonił! Cieszyłam się jak głupia. Spotkamy się dzisiaj?
- Dzis odpada. Źle się czuję...
- No okej... - Blondyn był wyraźnie zawiedziony. - Tak wogóle, gdzie mieszkasz?
- Rose Street 34. Ale po co ci to...?
- Nieważne, do zobaczenia. - odłożył słuchawkę.
______________________________________________
Właśnie przeczytałeś/aś prolog do mojego opowiadania (: . Nie jest to zwykłe love story o perfekcyjnej miłości. Taka zwyczajnie nie istnieje . Historia jest całkowicie wymyślona przeze mnie. ;) Nie oceniajcie opowiadania po wstępie bo ten mi wyjątkowo nie wyszedł... :c to do napsiania .